piątek, 19 kwietnia 2013

Oficyna

Warsztat, zaplecze, podwórko, oficyna. Miejsca, w których zamieszkuje proces twórczy. Najporządniejsze, najschludniejsze rzeczy powstają w wiórach, pyle, kurzu, wśród kontrolowanego nieporządku. Nie w warunkach sterylnych. Te nadają się raczej do ekspozycji. Odcięcia wykonanego obiektu od pracowni, tak aby można mu było się dokładnie przyjrzeć. Żeby żadne jego mankamenty nie umknęły gdzieś w pełnej detali przestrzeni warsztatu. Ale to już faza końcowa. To nie praca. Proces twórczy nie cierpi próżni. Musi mieć na czym zawiesić oko, mieć inspirację. Zarówno jeśli chodzi o przestrzeń jak i o klimat, o czas, zdarzenia losowe, emocje. Jest mechaniczny tylko do tego stopnia do jakiego musi, aby praca się powiodła. Aby nie zaburzyć technologii. Wymaga jednak spontaniczności, intuicji. A przede wszystkim wiary w powodzenie. Bez tego nie ma procesu twórczego.
Miejsce pracy jest b. ważne, ale nie najważniejsze. Czasem zapewnienie optymalnych warunków- paradoksalnie- uniemożliwia proces twórczy. Może spowodować zahamowanie rozwoju, chęci do dalszych poszukiwań, uniemożliwić ciągłe powstawanie nowych rozwiązań.
Oficyna to nie salon. To nie musi wyglądać. To nie przestrzeń z katalogu IKEA. Potrzebuje charakteru, swobody.
Gdy kogoś zajmuje proces twórczy, nie może martwić się o to czy nie zachlapie podłogi farbą, czy nie wywróci drogich przedmiotów, nie poszarpie, nie zadepcze. Nie może czuć się za bardzo ograniczony. Potrzebuje przestrzeni.
Pracownię urządza się o tyle, aby była funkcjonalna- reszta przychodzi sama. I to dotyczy każdego warsztatu pracy. Nawet jeśli jest nim po prostu głowa. Nie ma sensu zapychać jej regułami, formami, których się nie rozumie, zbędnymi dekoracjami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz